Kinowe uniwersum DC
Rozrywka

Kinowe uniwersum DC

Kinowe uniwersum DC, w odróżnieniu od swojego największego rywala, kinowego uniwersum Marvela, nie cieszy się raczej zbyt dużą popularnością. Oczywiście, nadal ma fanów, jednak jego grono jest praktycznie ciągle narażane na nieprzyjemności i pasma kolejnych rozczarowań. Filmy takie jak niesławny już Green Lantern (Zielona Latarnia), Suicide Squad (Legion Samobójców) czy też Batman v Superman miały fantastyczną kampanię reklamową. Bańka zainteresowania rosła i rosła, ciągle wzmagając apetyt fanów, którzy nie mogli się doczekać tych filmów.

A gdy już filmy pojawiły się na ekranach kin – zostały praktycznie zmiażdżone ogromną falą krytyki. I nie można powiedzieć, że krytyka ta była nieuzasadniona. Filmy te były niespójne i słabe. Zupełnie tak jakby Warner Bros nie mogło się zdecydować dla kogo kieruje swoje filmy. Chcieli, by filmy były dla każdego. W rezultacie filmy nie były dla nikogo. Bo przecież stara prawda mówi, że jeżeli coś jest dla każdego to tak naprawdę jest dla nikogo.

Suicide Squad – definicja zmarnowanego potencjału

Chyba najbardziej jaskrawym przykładem filmu ze zmarnowanym potencjałem i zawiedzionymi nadziejami i oczekiwaniami fanów jest Suicide Squad, który w Polsce wyszedł pod tytułem Legion Samobójców. Wiele mówiło się o tym filmie jeszcze na etapie jego produkcji. Jared Leto, filmowy Joker, ciągle opowiadał jak bardzo się wczuwa w rolę i jakim przełomem będzie Joker, ta ikoniczna wręcz postać komiksowego złoczyńcy, w jego wykonaniu. Szybko się okazało, że więcej w tym czczych przechwałek niż prawdziwej gry aktorskiej. W dodatku, jeżeli wierzyć doniesieniom z etapu montażu filmu, można się dowiedzieć, że większość scen z udziałem Jokera została w finalnej wersji wycięta.

Seriale online dostępne są na stronie kinoman.co – oglądanie filmów i seriali nigdy nie było tak proste

W teorii Suicide Squad miał opowiadać o grupie złoczyńców, którzy złączeni wspólną sprawą (i niechęcią do śmierci z czyichkolwiek rąk) stają do walki z mitycznym, pradawnym złem – Enchantress. W teorii ten film nie miał prawa nie wyjść. W końcu postaci takie jak Amanda Waller, Katana, Deadshot, Captain Bumerang, El Diablo, Killer Croc, Joker czy Harley Queen to postaci, na których naprawdę wiele można zbudować. Nie zbudowano jednak absolutnie niczego. Większość z tych postaci zasłużyła jedynie na minimum czasu ekranowego, gdy wyświetlały się napisy, mające pomóc rozróżnić przeciętnemu widzowi kto jest kim. I to naprawdę tylko tyle. Każda postać przedstawiona jest bardzo po łebkach.

Jakby zabrakło dla nich zarówno czasu ekranowego, jak i pomysłu. Dlatego te postaci, które powinny być kinowymi samograjami zlewają się w tle, chodzą, mówią, ale człowiek nic nie jest w stanie do nich poczuć. Te postaci po prostu są. Na plus wybija się jedynie Harley Queen, która swoim niepowtarzalnym stylem bycia praktycznie skradła cały film. Boli pominięcie arcyciekawej przecież postaci jaką jest Katana. Boli zrobienie z Jokera mrocznego Romeo. Po prawdzie jedyną rzeczą, która w tym filmie wyszła – jest muzyka. Świetnie dopasowana do sytuacji i tego, co się akurat dzieje na wielkim ekranie.

Post Comment